Czasami jedna "dobra" umowa nie uratuje Twojego biznesu przed karami. Jeśli Twoja codzienna komunikacja mówi językiem etatu, organy kontrolujące użyją tego przeciwko Tobie.

Dobra umowa zlecenia nie istnieje w próżni organizacyjnej. Czasami do codziennej organizacji współpracy z lektorami czy wykonawcami wkradają się pozornie niegroźne słowa, które z punktu widzenia kontrolera tworzą jednorodny i silny „element pracowniczy”.
Inspektorzy analizują nie tylko główną umowę. Pod lupę brane są wszelkie załączniki, aneksy wewnętrzne, procedury, maile firmowe, a nawet historia wiadomości w komunikatorach (np. na WhatsAppie). W dokumentach i konwersacjach, które dotyczą współpracowników na umowach B2B oraz zleceń, absolutnie nie powinny pojawiać się zwroty charakterystyczne dla Kodeksu pracy.
Aby zachować spójność z umową cywilnoprawną, usuń z komunikacji i regulaminów takie pojęcia jak:
„Pracownik”
„Szef”
Sformułowania narzucające „dyspozycyjność”
„Usprawiedliwione nieobecności” lub „nieusprawiedliwione nieobecności”
Użycie słowa „pracownik” w jednym mailu być może nie przesądzi samej sprawy. Jednakże, jeśli takich drobnych elementów w skali firmy jest dużo, mogą one wspólnie stworzyć mocny obraz podporządkowania pracowniczego, którego jako właściciel szkoły językowej nie będziesz w stanie logicznie wytłumaczyć kontrolerom z ZUS czy PIP.
Czy sposób, w jaki Twoja szkoła komunikuje się z kadrą, brzmi jak wydawanie poleceń? Jeśli masz wątpliwości, sięgnij po dedykowane szkolenie.
Prostsze sprawy rozwiążesz samodzielnie z dobrym wzorem i instrukcją „co dalej zrobić\\\". Dostawa pliku natychmiast po opłaceniu.
Przejdź do sklepu →Gdy sprawa jest niejednoznaczna, krótka rozmowa oszczędza tygodnie.
Umów konsultację →